tlo.jpeg

Prezenty kupione z pełnym poświęceniem i zaangażowaniu, wśród zaaferowanego i rozentuzjazmowanego nadchodzącymi wydarzeniami tłumu, lodówka wypełniona po brzegi specjałami i potrawami –wszystko według wcześniej przygotowanej i przemyślanej listy, człowiek umęczony tym wymuszonym sytuacją optymizmem, chęcią stworzenia najbliższym idealnych warunków do dzielenia się radością, ale za to z poczuciem misji! Bożonarodzeniowa bombka poszła w górę zaraz po Wszystkich Świętych.

Ludzie w takim nieustającym uniesieniu lepsi się stają, a już na pewno hojniejsi. A i na grób można zanieść jedlinę. Byle w poście nie pospieszyć się z kolędami, co je liczni artyści przygotowują już od zeszłej Wielkanocy. I jak czas pozwoli, późnym zazwyczaj wieczorem, przychodzi czas na refleksję.

Najmniejszy choćby bunt nie ma sensu i byłby wyjątkowo nie na miejscu. No bo co, prezentów nie kupimy, komuś będzie po prostu przykro, jedzenia nie będzie, albo jakoś tak mało, nieświątecznie? Wyjdziemy na kutwy, zły moment na oszczędzanie. Nikt takiego buntu poważnie nie potraktuje, no chyba żebyśmy w szpitalu wylądowali. Markety biorą nas w swoje świąteczne wysokie obroty, tradycja piłuje konto, radia kolędy i pieśni kolędopodobne, a my próbujemy - wbrew sobie - wygenerować odrobinę serotoniny. Bóg się rodzi ten jeden raz w roku, prawie jak kwiat jednej nocy, a w nas myśl, żeby przeczekać .

Wigilia, miłe momenty, życzenia, w niektórych domach przymusowe godzenie się, na które jakaś matka cały rok czeka, dzieciakom nie smakuje za bardzo, bo opóźnia tylko otwieranie prezentów (kupionych z pełnym poświęceniem), radość rozpakowywania i chwila napięcia czy trafione.

Nakręcona świąteczną adrenaliną psychika może już zwalniać, pojawia się rodzaj otępiałej zmęczeniem, ale jednak błogości, że udało się ze wszystkim zdążyć. Nawet kartki świąteczne wysłaliśmy. Bo raz jeden w roku odradza się pamięć o ludziach, tych bliskich, ale oddalonych w czasie i przestrzeni, więc zachowaliśmy się, jak to mawiał mój tato, elegancko. Mija północ, zwierzętom nie chce się z nami gadać. A przed snem razem z nami na pościeli poległy resztki sprzeciwu, że to taka wymuszona trochę radość, że ten czas za krótki, że przelukrowane to wszystko, a Mikołajowie są mili za kasę .

Tyle pieniędzy poszło, a mogły pójść na wycieczkę choćby, dzieciaki tylko o prezentach myślały, wyrosną na materialistów, sprzątanie weźmie w łeb po pierwszym dniu, a nadmiar jedzenia zrujnuje nasze zdrowie i figurę. Pojawia się dziwna miękkość, od tej pościeli pewnie, sentymentalizm nawet, po ciemku z zamkniętymi oczami mniej deprymujący, że nasze dziecinne święta były takie wyczekiwane i ten podniosły nastrój prostował charaktery, a już na pewno nastroje. Choinka pachniała wystrojona jak na odpust, a pokój, choć nie ten „własny”, wyglądał tak świetliście i trochę kosmicznie.

Cukierki z choinki szybko opuszczały swoje szczelnie zawinięte złotka, a dzieci słodkie były jeszcze bardziej. Zasłużony sen uratuje nas przed zapędzaniem się w zbyt daleko idące konkluzje. W końcu niedługo karnawał. Ozdoby choinkowe dobrze zapakowane przetrwają do następnych świąt. A w nich często i ta świąteczna radość. I pamięć, i te przemyślenia, że to wszystko jest podobno po coś. I że coś się może z tego urodzi. Póki co rano urodzi się Bóg i oby dożył roku.