tlo.jpeg

Wszystko, co robimy w naszym życiu, świadomie czy nie, ma jakieś konsekwencje, jakiś ciąg dalszy. Takie jest Prawo Karmy. Zbieramy to, co zasialiśmy. Tu przydaje się wielopoziomowa mądrość życiowa (zdobyta drogą wyciągania wniosków z życiowych doświadczeń i, na przykład, medytacji), żeby to dobrze zrozumieć. Bo kiedyś zrobiliśmy coś dobrego, złego albo tylko głupiego i teraz nasze życie jest tego konsekwencją (w tym miejscu mają zastosowanie wszystkie Prawa Duchowe Jogi), ale mamy wpływ na nowe ziarno! Na to wszystko, co się dopiero wydarzy, a będzie skutkiem naszych obecnych działań. Ma znaczenie, którą drogą poszliśmy (dosłownie i w przenośni), z kim, co mieliśmy z sobą (czy starczyło na długo) i na sobie (czy nie zmarzliśmy i nie zachorowaliśmy). Nasze obecne życie jest wypadkową tego. Ważne jest jeszcze co komu powiedzieliśmy, jak i kiedy, czy dbaliśmy o rodzinę i przyjaciół, jaką pracę wykonaliśmy i jak dobrze (ktoś nam powierzy jeszcze lepszą albo nie) czy co jedliśmy. I tak dalej! I to dotyczy całej ludzkiej konstrukcji - ciała i ducha.

To przerażające, ale i budujące skonstatować, jak wielki wpływ mamy na nasze samopoczucie. We wczesnej młodości nie nosiliśmy ciepłych majtek i innych kalesonów w zimie (bo modne były obcisłe spodnie albo koleżeństwo miałoby ubaw w szatni na wychowaniu fizycznym) i teraz rypie nas w stawach.Witamin nie łykaliśmy i odżywianie było, delikatnie mówiąc, niezdrowe i teraz żołądek jakby starszy od nas, wymaga specjalnej troski. Nauka w szkole męcząca była i nudna, a przykład kolegi-kujona mało motywujący (najczęściej niemodnie był ubrany i w okularach nie od RayBana), który nie był specjalnie lubiany, bo nie dawał ściągać. I potem wykształcenie nie dające jakby wyboru pracy z tych ciekawych i lepiej płatnych. No, chyba że ktoś wybitnie sprytny ekonomicznie (czytaj: cwany) albo samorodny talent mający, na przykład muzyczny. Wtedy, dorywczo, na krótką metę i w niepewności jutra (co i tak jest dziś właściwie normą), ale zarobić nieźle może. Prawdziwie mądre inwestowanie w tak zwane zasoby ludzkie zawsze procentuje!

Ile lat musi minąć, ile sezonów, ile człowiek musi przeżyć, i ile błędów popełnić, żeby zrozumieć, że tak naprawdę ma czego chciał. Że chyba tylko ciężkie przypadki losowe typu choroba czy kataklizm mogą jakoś usprawiedliwić to, że ludzie tak o siebie i to swoje życie nie dbają (no, ja się właśnie poprawiam!).

Zaczął się nowy rok i można spróbować jeszcze raz podejść do siebie z miłością! Na początek pogodzić się z tym, co już było, poprawić sobie samopoczucie choćby na chwilę (nawet zakupy się mogą nadać) czy pójść na jakiś kurs rozwoju duchowego. Dobrze jest mieć poczucie, że się coś zmieniło, że ruszyło z miejsca, tym razem w pełni świadomie! Taki wstępnie zadowolony z siebie człowiek będzie lepiej przygotowany na kroki bardziej radykalne (do stylu życia włącznie).

Jest parę książek o mocno brzmiących tytułach, jak na przykład: „Jesteś tym, co jesz”. Jak bardzo trzeba być odpornym psychicznie, żeby w tej sytuacji nie utożsamić się z tą mieszaniną białek, węglowodanów i całej reszty, która codziennie ląduje w naszym wnętrzu i dalej czuć się dobrze! (mnie się skojarzył obrazek z Monty Pytona z wiadrem i miętowym opłatkiem na wierzchu…). Bogactwo wewnętrzne powinno nam się kojarzyć raczej z duchem. Ale to dobry moment na twórcze myślenie. O sobie też! Człowiek i jego życie mogą być dziełem sztuki (tak piszą w poradnikach), a potencjał mamy ponoć zawsze większy niż myślimy. Wykorzystujemy podobno około 10 procent mózgu, jakieś 30 do 40 procent pojemności płuc (wiadomo że nie wszyscy tak samo) i wiele innych możliwości naszego ciała i umysłu zwyczajnie się marnuje!

Zanim więc zaczniemy się żalić i narzekać (strzelam sobie właśnie samobója, wiem) zastanówmy się, co by tu można w tym naszym życiu zmienić na lepsze i jak! Na teraz i na ciąg dalszy.

Najpierw uwierzmy, że w ogóle można! To połowa sukcesu. I zacznijmy od rzeczy mniejszych, żeby tej wiary tak na początku od razu nie nadwerężać. Można sprawdzać skład na produktach żywnościowych, nie jeść „byle czego”, na stres stosować medytacje albo pranajamy (odpowiednie techniki oddychania), zmienić poduszkę i parę ciuchów, uśmiechać się (udowodnione jest, że już sam grymas twarzy podobny do uśmiechu jest w stanie zmienić nam nastrój!), zacząć jakieś ćwiczenia fizyczne (w zdrowym ciele zdrowy duch, wiadomo), dziękować (wystarczy w duchu) za te wszystkie dobre rzeczy i ludzi, dzięki którym możemy smakować życie, dbać o zdrowie i środowisko, uwolnić się z toksycznych związków, które wpędzają nas w chorobę i… na początek spełnić jakieś jedno swoje marzenie. A potem już pójdzie rozpędem.

Wiem, brzmi banalnie, ale to trochę tak jak z landszaftami na Floriańskiej - jeśli coś jest zbyt piękne, wydaje nam się nieprawdziwe i nierealne, i lepiej się zdystansować, żeby nie wyjść na nawiedzonego. Ale spokojnie, dbanie o siebie zaczyna być trendy a koncerny spożywcze już zbijają interesy na tak zwanej zdrowej żywności, bo jest trzy razy droższa. (Jak ktoś więcej zapłaci, to mu się wydaje, że dostał lepszy, czytaj: zdrowszy towar)… Ale to już chyba temat na następny raz.

Póki co – rób tak, żebyś się dobrze czuł, dzisiaj i…jutro! Z dorabianiem ideologii lub bez. Proste!

Na zdrowie!