 |
|
|
|
|
 |
 |
| |

Jeśli na tej stronie jest błąd - zgłoś go! |
|
|
| |
|
Wywiady
W koszalińskim Teatrze Bałtyckim wystawiany jest spektakl "Balladyna" w reżyserii Jana Machulskiego. Muzykę do
przedstawienia skomponowała Renata Przemyk, teksty wszystkich piosenek napisała Anna Saraniecka. 24 czerwca odbyła się
premiera płyty z muzyką do przedstawienia o takim samym tytule "Balladyna".
# Jesteś pierwszą tak młodą kobietą, która skomponowała muzykę do "Balladyny". Czy to było dla Ciebie duże
wyzwanie?
Renata Przemyk: Jestem w ogóle pierwszą kobietą, która podjęła się skomponowania muzyki do spektaklu "Balladyna".
W ogóle jest niewiele kobiet w branży kompozytorskiej, tym bardziej, jeśli chodzi o spektakle, więc jestem dumna z tej
pracy podwójnie. To było ogromne wyzwanie i dlatego podjęłam się go, mimo iż było bardzo mało czasu na zrobienie tej
muzyki.
# Jak to się stało, że to właśnie Ty skomponowałaś muzykę do "Balladyny". Czy usłyszałaś, że ktoś ma taki projekt
i wysłałaś swoją ofertę, czy ktoś się zwrócił do Ciebie z propozycją skomponowania muzyki do spektaklu?
Renata Przemyk: Ja nie mam w sobie tyle przebojowości, żeby się komuś narzucać, chociaż pewnie nie byłoby w tym nic
nagannego, ale tak się szczęśliwie zdarzyło, że dyrektor artystyczny Bałtyckiego Teatru w Koszalinie był na moim
koncercie, który dawałam właśnie w tym mieście - to było w lutym tego roku i powiedział, że 4 kwietnia jest premiera
"Balladyny" i dodał, że: "bardzo chciałby, żebym to właśnie ja zrobiła tę muzykę, bo po koncercie słyszy to w ten
sposób. A tak w ogóle to długo szukał kogoś kto mógłby to zrobić i nie wyobraża sobie, że mógłby to być ktoś inny".
Bardzo mi to pochlebiło, ale zaraz potem poczułam się lekko przerażona, czy dam sobie radę, czy sprostam wymaganiom
sztuki i przy okazji własnemu wyobrażeniu jak ten projekt ma wyglądać?
# Jak wspominasz pracę przy płycie?
Renata Przemyk: Jak już powiedziałam tempo było szalone - na skomponowanie, nagranie, zgranie mieliśmy w sumie 5
miesięcy. Pracy było strasznie dużo, ostatnie dni łączyły się z nocami, szkoda mi było czasu na spanie, bo jeszcze można
było coś poprawić, coś nagrać, dorzucić jakąś wokalizę. Zmieniałam pomieszczenia, wychodziłam z montażowni do studia,
coś dośpiewywałam i montowałam na gorąco. To była praca na najwyższych obrotach i nie pamiętam, żebym kiedyś w życiu
tak intensywnie coś nagrywała. Nigdy nie było tak, że ktoś wyznaczał mi termin, w którym musiałam się zmieścić. Zawsze
to ja sama go sobie narzucałam.
W przypadku "Balladyny", nie mogłam się rozwinąć z jakimś motywem w nieskończoność. Fakt, że Koszalin jest tak bardzo
daleko powodował, że nie mogłam być na próbach tak często jak bym chciała, obserwować je i wczuwać się w klimat
spektaklu.
Pracując nad tą płytą, miałam bardzo dużo możliwości połączenia świata realnego z nierealnym - wykorzystania efektów
specjalnych, wszystkich dobrodziejstw techniki - a jest z czego korzystać i wreszcie mogłam spełnić swoje marzenie,
żeby wykorzystać orkiestrę smyczkową. To nie było tak, że cała orkiestra zagrała, tylko zagrali poszczególni muzycy,
co było bardzo pracochłonne, ale uważam, że się opłaciło. No i jest też w "Balladynie" mój ukochany akordeon,
wykorzystany przy tej płycie na wszystkie możliwe sposoby, wzbogacony o elementy perkusyjne i bardzo dużo różnych wokali
właśnie w klimatach szeptanych, spokojnych i tych psychodelicznych, krzyczanych, i operowych.
# Co Ty sama sądzisz o tej płycie?
Renata Przemyk: Trochę się bałam różnych ograniczeń, ale potem okazało się, że jakoś to wszystko płynnie się przenika
i tworzy harmonijną całość. Muzyka nie pełni tylko roli tła. Są sceny tworzone pod muzykę, są przerwy gdzie muzyka ma
szanse zaistnieć, i dopiero wprowadzić w daną scenę. A do tego każdy akt zaczyna się i kończy piosenką właśnie z tekstem
Anki (Saranieckiej - autorki tekstów w kompozycjach Renaty Przemyk - przyp.red.) Uważam, że Anka świetnie się dopasowała
i dobrze zinterpretowała Słowackiego. To było duże wyzwanie bo to nie była prosta rzecz, zmierzyć się z wieszczem
i jednocześnie zmontować muzycznie całą sztukę, pełną emocji, namiętności, ponadczasową, zawierającą wiele prawdy o
człowieku. Uważam, że to był fantastyczny materiał na muzykę i mimo braku czasu miałam duże pole do popisu i rzuciłam
się na tę pracę z wielką wdzięcznością.
Bardzo mnie pociągało upodmiotowienie muzyki w spektaklu. Dodatkową radością dla mnie jest to, że muzyka spodobała się
aktorom i reżyserowi, Janowi Machulskiemu i na tyle się to dopełnia ze sztuką ze stanowi całość, co było dla mnie
najistotniejsze. Wydaje mi się, że robi wrażenie - na mnie też - ogromne a sam spektakl cieszy się bardzo dużym
powodzeniem. Przy okazji, tak jak ustaliliśmy z wytwórnią, ta płyta może żyć w oderwaniu od spektaklu i też stanowi
integralną całość.
# Czy czymś się inspirowałaś tworząc tę muzykę, czy kiedy dostałaś propozycję, to "usłyszałaś" ją w głowie?
Renata Przemyk: Dokładnie tak, kiedy zaczęłam ją komponować, to coś samo zaiskrzyło. Chodziły mi po głowie różne brzmienia,
takie właśnie szerokie smyczkowe, w połączeniu z dziwnymi głosami i elektroniką i tak naprawdę ta propozycja (dyrektora
artystycznego Teatru Bałtyckiego - przyp. red) trafiła w idealny moment. Dokładnie w samo sedno i tak naprawdę zastanawiałam
się tylko jeden dzień czy ją przyjąć czy nie. Już kiedyś myślałam o przygotowaniu czegoś podobnego w brzmieniu, ale nie
mogłam tego zrobić na własną płytę, gdzie jest ona jednak ograniczona piosenkami. Myślałam, że to jest taki projekt
"na kiedyś", bo czułam, że kiedyś i tak nagram taką muzykę. W przypadku "Balladyny", przerażał mnie tylko ten limit
czasowy, bałam się że pracując w tym tempie nie osiągnę efektu jaki chcę osiągnąć. Na początku trochę robiłam tę muzykę
zaocznie - jak już mówiłam, nie mogłam brać często udziału w próbach. Bałam się, że jak już zostanie skomponowana to
potem, podczas konfrontacji ze spektaklem, stwierdzę, że jedno nie pasuje do drugiego. Ale okazało się, że wszystko się
idealnie łączy. Mam nadzieję, że to nie będzie ostatni spektakl do którego skomponuję muzykę.
# Jak sądzisz czy ludzie, którzy będą chcieli sięgnąć po tę płytę - bo jest tam Twoje nazwisko nie powiedzą: "ojej
ale to Słowacki" i przestraszeni odłożą ją na półkę?
Renata Przemyk: Dość dobrze sprzedaje się u nas muzyka filmowa, jest sporo znanych hitów filmowych, muzyki teatralnej
tak naprawdę ludzie nie znają zbyt wiele, bo jakby innymi kanałami promocyjnymi jest udostępniana. Myślę, że odbywa się
to ze szkodą dla wielu, naprawdę ciekawych utworów bo w teatrach dzieją się interesujące rzeczy, nieco inne niż na
wielkim ekranie czy scenach koncertowych, ale na pewno warte uwagi i zauważenia. Wydaje mi się, że prędzej czy później
nastąpi odwrót od tego i ludzie znowu zaczną chodzić do teatru. A może nawet już zaczęli, co mnie bardzo cieszy.
Przykładem niech będzie, że dostać bilet do teatru nie jest naprawdę tak lekko. I może znów muzyka teatralna będzie się
cieszyć popularnością, tym bardziej, że tak jak mówię, w "Balladynie" nie ma muzyki typowo ilustracyjnej - jak coś się
dzieje w lesie, to słychać szum drzew i śpiew ptaków i tyle. To jest coś zupełnie innego - są piosenki, są przestrzenie
malowane w zupełnie inny sposób, nie taki służalczy.
Dostaję SMS-y od stałych słuchaczy którzy piszą: "mam płytę, jest świetna", tak więc cieszę się, że mogę dotrzeć do
moich wiernych słuchaczy, którzy sięgają po "Balladynę" choćby z czystej ciekawości a dodatkowo, jeśli im się podoba,
to bardzo dobrze. Wydaje mi się, że to jednak dotrze gdzieś głębiej i do większej liczby odbiorców, bo to chyba nie jest
problem z "podoba się" "nie podoba", zaakceptowaniem czy odrzuceniem tylko złamaniem schematu myślowego i kwestią
promocji, żeby się dowiedziano, że coś takiego jak ta płyta w ogóle istnieje.
# Jesteś artystką chodząca swoimi drogami, od początku kiedy pojawiłaś się na rynku. Nie bardzo było wiadomo do
jakiej kategorii muzycznej Cię zaliczyć. Czy nie czujesz się zawiedziona, że Twoja ostatnia płyta "Blizna" przeszła
trochę bez echa?
Renata Przemyk: To prawda, że chodzę swoimi drogami - wieloma i mam nadzieję, że tak zostanie. A co do "Blizny", wiem,
że ta płyta ciągle znajduje odbiorców - bo też i nie ma dzisiaj lepszej reklamy niż "poczta pantoflowa". Ona dociera
może do ludzi trochę wolniej, wiadomo, że w czasach tak nachalnej reklamy, bardzo krótki żywot mają te wszystkie płyty,
które mają premierę w danym dniu. Wiem jak to wygląda. W momencie kiedy "Blizna" nie była tak nagłaśniana jak rzeczy
wymagające mniejszej uwagi i skupienia, to wcale nie oznacza jeszcze że będzie miała krótki żywot. Dzisiaj wszystko
odbywa się zdecydowanie szybciej. Premiera w danym dniu ma zasygnalizować ludziom, że dana płyta pojawiła się na rynku.
Później to zależy już od wyborów odbiorców, czy zdecydują się posłuchać, sprawdzić, kupić i polubić.
Ja nigdy nie robiłam rzeczy, które byłyby tak modne, że na drugi dzień stałyby się już niemodne. Wiem, (bo jestem w stałym
kontakcie z fanami), że ludzie wracają nie tylko do "Blizny" ale także do starszych płyt, które odkrywają dopiero
teraz. To nie jest tak, że jak wybrzmi przebój z danej płyty, to ta płyta umrze razem z nim. W moim przypadku jest to
"rozwleczone" w czasie, ale dzięki temu ma więcej życia niż sezonowe piosenki. Myślę, że jeśli któraś z moich płyt ma
trafić na swojego słuchacza, to trafi, jeżeli nie dziś, to jutro.
# A wracając do "Balladyny" czy planujesz promocję tej płyty, a jeśli tak to jaką?
Renata Przemyk: Jeszcze nie wiem tego w tej chwili, na pewno, ale ponieważ nie udało się zrobić teledysku do muzyki,
czego bardzo żałuję, bo byłby to precedens (są do wykorzystania piękne kostiumy Zofii de Ines, świetnie grający aktorzy,
fantastyczna scenografia), mogę tylko odesłać do spektaklu, który cieszy się ogromnym powodzeniem. Wiem, że jest na
niego duże zapotrzebowanie, bo zostało już zamówionych ponad 100 przedstawień "Balladyny" w Polsce i za granicą, więc
myślę, że może tą drogą nastąpi połączony odbiór obrazu z muzyką.
Jestem zaproszona do różnych mediów, żeby opowiadać o tej płycie, będę miała spotkania z widzami, podczas których będę
podpisywać płyty, ale jeszcze nie znam terminów.
# Jakie masz teraz plany i czy masz już może w głowie następną płytę?
Renata Przemyk: Mam kolejne propozycje teatralne, wróciłam do pracy nad muzyką w moich "nurtach piosenkowych" i nad
następną płytą ale jest jeszcze za wcześnie, żeby mówić o terminach kiedy wyjdzie i jak będzie wyglądać. Mam nadzieję,
że zaskoczę słuchaczy jeszcze nie raz.
Wywiad przeprowadzony przez Miasto Plusa.
|
|
|
Wszelkie prawa autorskie związane ze stroną oraz materiałami zamieszczonymi na niej, są
wyłączną własnością Renaty Przemyk. Kopiowanie całości lub części znajdujących się na niej
materiałów, bez zgody właściciela jest surowo zabronione. (C) & TM Renata Przemyk.
All rights reserved.
|
|
|
|
|