 |
|
|
|
|
 |
 |
| |

Jeśli na tej stronie jest błąd - zgłoś go! |
|
|
| |
|
Rozmawiamy z Renatą Przemyk
# Czy Pani nowa płyta jest tylko dla kobiet?
Renata Przemyk: Żadna moja płyta nie była wyłącznie dla kobiet, czy tylko dla mężczyzn.
Chyba nikt ze znanych mi twórców nie stosuje takich sztucznych założeń, niemożliwych
zresztą do zrealizowania. Na pewno jest dla tych - niezależnie od płci - którzy chcą się
wsłuchać, na chwilę się zamyślić, poddać refleksji. Podejrzewam, że i ta płyta nie trafi
do dyskotek. Znalazło się na niej wiele ballad, piosenek, przy których nie jest trudno się
wzruszyć. Określiłabym ją jako najbardziej prywatną, najintymniejszą z moich płyt. Nie ma
tu drapieżnych utworów, jest natomiast sporo liryki w warstwie literackiej, której autorką
jak zwykle jest Anna Saraniecka. Właśnie kończymy nagrania w krakowskim studio Spot, płyta
pod nazwą "Zona" ukaże się wiosną, pierwsza piosenka już pewnie w lutym. Jaka jest jednym
słowem? Na pewno nie tak ekspresyjna jak "Blizna" (poprzednia płyta artystki, przyp. red.),
dużo na niej gitar ale akustycznych, sporo akordeonu, a jednocześnie wiele moich głosów, brzmień
syntetycznych, przetworzonych. Wszystko to jednak środki artystyczne na usługach mojego świata
wewnętrznego i mojego punktu widzenia, gustu. Skomponowałam piosenki na tę płytę, zaaranżowałam
je i podjęłam się produkcji. Mnóstwo pracy, bo nie wchodzę do studia na parę dni, żeby zaśpiewać,
co ktoś inny wymyślił, ale na kilka miesięcy poprzedzonych rokiem przygotowań. Warto, bo efekt
jest tylko mój, nagrywam to, czego sama chciałabym słuchać, gdybym nie umiała śpiewać. Nie było
mnie przez jakiś czas w mediach, bo pracowałam nad "Zoną", równolegle również nad piosenkami do
komedii muzycznej "Odjazd" dla Teatru Rozrywki w Chorzowie, ale na listopadowej trasie koncertowej
sale były pełne. Zagraliśmy cztery piosenki premierowe. To wspaniałe uczucie wiedzieć, że mam dla
kogo robić tę płytę, choć wiem także, że nie będzie się sprzedawała w milionach egzemplarzy. Ale to
nieważne.
# Pytam o to, bo część mediów zaszufladkowała panią jako feministkę tworzącą dla kobiet, które
walczą o swoje miejsce w świecie zdominowanym przez mężczyzn. Jak Pani reaguje na tę etykietę?
Renata Przemyk: Nie słyszałam o takiej etykietce, może na samym początku mój buntowniczy wizerunek
i piosenka "Babę zesłał bóg" sprawiały, że wydawano podobnie pochopne opinie. Staram się wymykać
z szufladek, które mogłyby zafundować media, ale proszę mnie źle nie zrozumieć. Zajmuję się wyłącznie
muzyką i to nie dla mediów, a dla słuchaczy i siebie samej. Nie zajmuję się ideologiami, choć niektóre
z pewnością są mi bliższe od innych. Staram się też swojej muzyce nadawać uniwersalny wymiar, omijać
modne chwilowe trendy. Więc proszę mi nie przypisywać cudzych zasług.
# W piosence "Kobiety, które rządzą światem" Big Cyca Pani jest wymieniona jako jedna z nich.
I jako jedyna z listy podeszła Pani do tego humorystycznie.
Renata Przemyk: Rozbawiła mnie, nie było powodu do obrazy. A czy kobiety rządzą światem, bo pewnie taki
jest podtekst pani pytania, tak? Wciąż zdarza się, że mają ograniczoną wolność w wyborze zawodu, ponieważ
słabsze to bywają bite, poniżane, wykorzystywane np. przez pracodawców. A ja jestem pacyfistką, uważam, że
należy stawać w obronie słabszych. To nawet nie jest feminizm a humanizm. Chociaż żadna większa dyskryminacja
mnie w życiu nie spotkała, to widzę co przytrafia się innym kobietom i na płycie "Blizna" powiedziałam
głośno o tym, że brak tolerancji ciągle jest boleśnie obecny we współczesnym, niby cywilizowanym świecie.
Kobiety są tylko jedną z wielu dyskryminowanych grup.
# Sama jednak się Pani prosi o taką szufladkę kobiety silnej, niezależnej. Już jako młoda dziewczyna
ćwiczyła Pani karate i przyznawała potem, że chciała być w tym najlepsza...
Renata Przemyk: Każdy, kto uprawia jakiś sport chce być w nim najlepszy. A ja jestem nie tyle silna, co
chorobliwie ambitna. Byłam jedyna dziewczyną w grupie kilkudziesięciu chłopaków, w tym wieku to idealna sytuacja.
# A więc tu jest pies pogrzebany?
Renata Przemyk: Nie chodziło o to, w każdym razie nie tylko. W wieku kilkunastu lat byłam bardzo nieśmiała,
zresztą do dzisiaj się z tym problemem nie uporałam, nie pomogły nawet lata na scenie. Wtedy ideologia Zen,
medytacja i dążenie do wewnętrznej harmonii bardzo mi pomogły.
# Na czatach internetowych pojawiają się czasem w stosunku do Pani określenia typu: herod baba. To Panią
dotyka?
Renata Przemyk: Nie bywam na czatach internetowych, a na tych oficjalnych pojawiają się głównie moi fani,
którzy raczej wiedzą jaka jestem. Nieśmiała - jak już mówiłam. Prywatnie zupełnie różnię się od wizerunku
scenicznego, coraz częściej ktoś mi to mówi ze zdziwieniem. Posiadam po prostu wiele pozornie sprzecznych cech,
ale nie ma we mnie agresji. Chociaż nie, czasem się pojawia. Niedawno oglądałam w tv występ szefa Młodzieży
Wszechpolskiej i skóra mi cierpła. Tłumaczył, że jego koledzy, którzy pokazywali na zdjęciu "heil Hitler"
czynili jedynie gest, który przecież nie powinien się nikomu jednoznacznie kojarzyć, bo jest gestem pozdrowień,
które przekazywali sobie w ten sposób Narodowcy w dwudziestoleciu międzywojennym. A najgorsze było to, że nie
potrafił powiedzieć "przepraszam" w imieniu swoich partyjnych kolegów, siedzącemu obok w studio byłemu
więźniowi obozu koncentracyjnego.
# A propos brukowców. Jakiś czas temu w prasie pojawiła się plotka, że jest Pani związana z Janem Rokitą...
Renata Przemyk: Wtedy dość stanowczo zaprzeczałam, oburzałam się, głównie ze względu na to, że to polityk,
a polityka ze wszystkimi swoimi zakulisowymi gierkami i cynizmem wobec narodu wydaje mi się dość obrzydliwa.
Trudno więc byłoby mi się związać z kimś, kto para się takim zajęciem. Ale w komisji ds. afery Rywina i podczas
kampanii prezydenckiej oraz parlamentarnej Jan Rokita powiedział wiele rzeczy, z którymi się zgadzam. Może
teraz nie zaprzeczałabym tak desperacko.
# Określają Panią jako artystkę alternatywną. Jednak każdy artysta odczuwa chyba potrzebę zaspokojenia
miłości własnej, widoku tłumów na koncertach. Nie czuje Pani niedosytu?
Renata Przemyk: Na koncertach są pełne sale - choć nie wielkości Carnegie Hall. Nie mam ambicji podobania się
wszystkim. Nie tworzę muzyki populistycznej i zawsze będę znajdować się na antypodach wykonawców w typie
Mandaryny. Ale mam na swoim koncie 8 płyt, zagrałam mnóstwo koncertów w kraju i za granicą, wygrywałam plebiscyty,
chociaż nigdy to nie było moim marzeniem, dostawałam nagrody, których się nie spodziewałam. Czuję się doceniona
przez swoich fanów a nawet krytykę - nie jestem po prostu nachalna, nie zaatakuję nikogo swoją muzyką w supermarkecie.
Kto zechce, to mnie bez trudu odnajdzie.
# Ostatnio jednak coraz więcej uznanych artystów np. Lipnicka i Porter decyduje się na występy w centrach
handlowych. Może to dobry sposób, by trafić do tych słuchaczy, których nie stać na bilet na koncert?
Renata Przemyk: Nie oceniam tych artystów w żaden sposób, ale mnie to nie odpowiada.
# Mówi Pani o sobie, że nie dogaduje się z większością ludzi, jest dzikuską i samotnicą. To dlatego uciekła
Pani z Krakowa na wieś pod Wieliczkę?
Renata Przemyk: Staram się dogadywać z ludźmi, ale mam wrodzoną potrzebę wolności. To że mieszkam od paru lat
we własnym domu i pozbyłam się wreszcie wyrzutów sumienia, że przeszkadzam sąsiadom kiedy śpiewam, jest bardzo
kojące. Przez lata miałam taki stres wyniesiony z blokowiska.
# Czyli sąsiedzi nie mają problemów z akceptacją gwiazdy?
Renata Przemyk: Mamy bardzo dobre relacje. Kiedyś grałam koncert na rynku, podczas Dni Wieliczki. Sąsiedzi
przybyli tłumnie... bardzo miło to wspominam. Potem dotarły do mnie głosy, że odczuwali dumę, bo jestem "swoja",
stąd. Krąży anegdota, że jestem dla wielu punktem orientacyjnym w topografii wsi. Mówi się, że ktoś mieszka
poniżej albo powyżej piosenkarki. To zabawne.
# Przez jakiś czas mieszkała w bloku na krakowskim Prokocimiu. To też miłe wspomnienia?
Renata Przemyk: Miałam ciasne mieszkanie i wielkiego psa, grałam w siatkówkę z blokersami, chociaż wtedy ich
tak nie nazywano. Nie wspominam tego źle, ale tu czuję się lepiej.
# A jak wypadały kontakty ze środowiskiem krakowskich artystów? Mówi się, że jest ciasne i skłócone.
Renata Przemyk: Słyszałam podobne opowieści o Warszawie, a mam tam paru przyjaciół. Chyba tylko Trójmiasto ma
lepszą opinię. Myślę, że jak w każdej branży są fajniejsi i mniej fajni ludzie. Zresztą mam mały kontakt ze
środowiskiem, na bankietach nie bywam, w knajpach od wielkiego przypadku. Mówiąc poważnie - nie wiem, trzymam
się z boku.
# Odwiedzając stację radiową w prowincjonalnym francuski mieście, w płytotece DJa znalazłam jedną polską
płytę? Renaty Przemyk. Ma Pani fanów we Francji?
Renata Przemyk: Był taki etap w moim życiu. W 1997 przez miesiąc koncertowaliśmy z wielkim powodzeniem w
Normandii i Bretanii. Później jeszcze raz na paryskim festiwalu Głosy Europy. Promowano nas w mediach, na
koncerty przychodziło coraz więcej osób. Ci ludzie nie wiedzieli kim jestem i o czym śpiewam. Wydawało się, że
to będzie bariera nie do przeskoczenia, ale to chyba prawda, że muzyka nie zna granic. śpiewałam drukowanymi
literami... Po każdym koncercie bisowaliśmy kilka razy. Moglibyśmy wejść na dłużej na francuski rynek, ale nie
dogadały się między wytwórnie fonograficzne i sprawa umarła śmiercią naturalną. Chociaż kto wie?
# To było spełnione marzenie z dzieciństwa o podróżach?
Renata Przemyk: Trochę tak. Chociaż jako dziecko miałam genetycznie zakodowany perfekcjonizm, marzenia więc nie
były jakoś specjalnie odległe. Zresztą nie pamiętam, że byłam dzieckiem, wydaje mi się, że zawsze byłam dorosła.
Od najmłodszych lat musiałam być bardzo odpowiedzialna, nie mogłam sobie pozwolić na beztroskę. Nawet teraz nie
jestem specjalnie spontaniczna, lubię planować, by później zrobić coś najlepiej jak potrafię. Z reguły chodzi
o muzykę....
# Budzi się Pani w nocy, żeby poprawić jedną nutę w partyturze?
Renata Przemyk: Zdarza mi się, że gdy komponuję, aranżuję muzykę, zapominam o bożym świecie, o jedzeniu,
zakupach, spotkaniach... na mojej drodze do perfekcji jest więc jednak sporo chaosu.
# Perfekcjonizm, ambicja... Znowu przychodzi mi na myśl pewien stereotyp. Czy feministka tradycyjnie spędza
święta?
Renata Przemyk: Oczywiście, a jaki to ma związek??? Jestem najnormalniejsza pod słońcem. W tym roku poza
najważniejszymi pod słońcem przyjaciółmi zjadą się do mnie bracia z rodzinami, mama, będą tradycyjne świąteczne
potrawy, najzwyklejsza w świecie choinka, życzenia. Nie ubieram się w Wigilię na czarno, nie maluję na czarno
paznokci, nie mam żadnych ekscentrycznych nawyków.
# Czy myśli Pani, że nagrywanie kolęd przez każdego możliwego artystę to obciach i komercja?
Renata Przemyk: Jeśli to je ocali od zapomnienia - niech nagrywa kto chce. Jestem osobą wierzącą, może to kogoś
zaskoczy ale śpiewać uczyłam się w kościele. To chyba dlatego nie lubię eksperymentalnych wykonań kolęd. Jest
jakaś magia w tym, że te proste i melodyjne pieśni wciąż łączą i wzruszają ludzi.
Wywiad przeprowadzony przez Martę Paluch dla "Gazety Krakowskiej".
|
|
|
Wszelkie prawa autorskie związane ze stroną oraz materiałami zamieszczonymi na niej, są
wyłączną własnością Renaty Przemyk. Kopiowanie całości lub części znajdujących się na niej
materiałów, bez zgody właściciela jest surowo zabronione. (C) & TM Renata Przemyk.
All rights reserved.
|
|
|
|
|