desk.pl

facebook.com/renataprzemyk

cafemlynek.pl

annasaraniecka.pl

magazynstyle.pl

pracownia.org.pl/dz


Jeśli na tej stronie
jest błąd - zgłoś go!
 

Nigdy nie planowałam tak zwanej kariery...

"Nigdy nie planowałam tak zwanej kariery. Wydawało mi się wręcz, że jest poza moim zasięgiem. Rodzice zresztą utwierdzali mnie w tym, że zajmowanie się muzyką jest czymś kompletnie niepoważnym." - opowiada w wywiadzie Renata Przemyk.

# Po pierwsze chciałem się dowiedzieć: "...kiedy odzyska zęby biedny emeryt?"

Renata Przemyk: (śmiech) Jak donoszą klasycy z Big Cyca - jak mnie usłyszy... Zawsze zapominam zapytać ich, o co chodziło.

# Czyli planujesz wydanie nowej płyty?

Renata Przemyk: Pracuję nad kolejną, dziewiątą już płytą. Wydanie jej planujemy dopiero w przyszłym roku.

# Jaka będzie to płyta?

Renata Przemyk: Strasznie ciężko mówi się o muzyce. Bardzo trudno opisać dźwięki i brzmienia. Wydaje mi się, że na pewno nie zawiodę swoich stałych słuchaczy. Przyzwyczaili się oni chyba do tego, że każda płyta była diametralnie inna od poprzedniej. Pod tym względem na pewno będę konsekwentna (śmiech). Tak jak trudno było tym, którzy chcieli mnie zaszufladkować, przybić mi jakąś pieczątkę na czole, tak mi samej jest trudno nazwać swoją muzykę jednym określeniem. Na pewno po raz kolejny będzie to mieszanka stylów. Myślę, że po tylu płytach ten styl będzie rozpoznawalny. Jeżeli ktoś usłyszy nowe piosenki, to nie będzie miał wątpliwości, że to ja.

# Będzie bardziej drapieżna, czy łagodna?

Renata Przemyk: Nie będzie na pewno aż tak drapieżna, jak "Blizna", ale i tak łagodna, jak "Hormon". W tym momencie mogę powiedzieć, że będzie bardzo zmysłowa, intrygująca. Z podtekstami.

# Kobieca...

Renata Przemyk: Czy ja wiem? Na pewno osobista. Skoro jestem kobietą, to płytę będzie można nazwać kobiecą. Wielu osobom jednak kobiecość kojarzy się bardziej z Marylin Monroe. Z taką kwiecistą kobiecością. U mnie kobiecość to jest bardziej coś wewnętrznego, emocje, budowanie napięcia. Mam nadzieję, że i moi słuchacze też to tak odbierają. Chodzi o miękkość wtedy, kiedy wymaga tego sytuacja, ale i stanowczość, kiedy trzeba bronić prawa do wyboru. Dla mnie kobiecość jest połączeniem bardzo wielu cech, często skrajnych. Chyba każdy kto się o kobiecość otarł, przyzna mi rację. Cała gama doznań znajdzie swoje odbicie również na tym albumie. Myślę, że jak każda kobieta łączę w sobie i liryzm, wyciszenie, ale też stanowczość, siłę i wolę walki, wtedy kiedy jest to absolutnie konieczne. Nie mam się za osobę agresywną, czy drapieżną, ale w momencie kiedy ktoś chciałby mi zabrać prawo do marzeń to na pewno znajdę dość siły by walczyć o swoje. Moja nowa płyta będzie chyba bardziej uniwersalna od poprzednich.

# Mówiłaś o wzorze kobiecości. Dla mnie bardziej kobieca jest PJ Harvey. Słyszałaś może jej ostatnią płytę?

Renata Przemyk: Nie, jeszcze nie. Bardzo ją jednak lubię. Nie jestem w stanie jednak rozpatrywać jej pod względem poszczególnych płyt, lecz jako postać, wyrazistą osobowość.

# Sądzisz, że można Cię jakoś porównać do niej?

Renata Przemyk: Mam nadzieję. Bardzo by mi to pochlebiało! Myślę, że telepatycznie zmierzamy w tym samym kierunku, zatem skojarzenie z nią bardzo mi się podoba. Tej płyty jednak jeszcze nie słyszałam. Kupię natychmiast jak tylko znajdę się w jakimś dużym mieście...

# A co takiego robiłaś przez ostatnie dwa lata, od wydania "Balladyny"? Malowałaś?

Renata Przemyk: Nie. Malowanie zaczęło się i skończyło dawno dawno temu. Mam dom na wsi, gdzie po prostu żyłam. Staram się cieszyć się tym, co mam. Mogę pracować w domu, bo zrobiłam sobie na strychu mini studio. Biorę lekcje gitary. Staram się nadrabiać zaległości w czytaniu. Jako, że jestem osobą bardzo niesystematyczną - zawsze mam sporo zaległości w wielu dziedzinach. Lubię też spędzać dużo czasu przy pielęgnowaniu roślin. W ostatnich tygodniach doszłam jednak do wniosku, że warto zebrać napisane ostatnio piosenki, stworzyć nowe i zebrać wszystko w spójną całość.

# Zaszyłaś się w domu, by móc spokojnie zbierać pomysły?

Renata Przemyk: Jestem samotnikiem. W moim przypadku zaszywanie się jest stanem normalnym (śmiech). Nie ma też mowy o wymyślaniu sztywnej konstrukcji płyty. Wiele zależy od nastrojów, jakie obecnie odczuwam. Potrafię bowiem wpadać w dość skrajne. Charakterystyczne jest dla mnie bardzo wolne nabieranie rozpędu i powolne wyciszanie, hamowanie. Huśtawka nastrojów rodzi najciekawsze kompozycje, stagnacja w moim przypadku do niczego nie prowadzi.

# Czyli to nie jest tak, że Renata Przemyk pokłóciła się z Polskim show-biznesem?

Renata Przemyk: Nigdy specjalnie nie chodziłam z nim pod rękę (śmiech)! Bardzo lubię to, co robię. Lubię tworzyć muzykę, lubię kontakt z ludźmi. Zachwycona jestem, gdy po koncercie przychodzą ludzie i mówią jakie to dla nich ważne. To daje mi olbrzymią energię! Nadaje sens temu, co robię. Ja nigdy jednak nie planowałam wielkiej kariery. Najlepszym dowodem na to jest fakt, iż nigdy nie zamierzałam się przeprowadzać do Warszawy, bezpośredniej bliskości mediów. Mieszkałam najpierw na strychu w Krakowie, teraz pod Krakowem. W Warszawie bywam tylko po to, aby powiedzieć słuchaczom, że powstała nowa płyta, nie zaś po to, żeby zabłysnąć kreacją na jakimś bankiecie. Nie jestem zachwycona tym, co się dzieje na naszym rynku muzycznym. Tym, że muzyka została przerobiona na produkt, traktowana jest niezwykle przedmiotowo. Często po macoszemu. Komercja zastąpiła emocje. Kosztem duszy. Został podpisany swoisty cyrograf Faustowski. Wszyscy powinni być piękni, super zdolni, gotowi na każde ustępstwo żeby dobrze się sprzedać. To trochę nie mój świat. Cieszę się, że udało mi się zgromadzić na tyle dużą rzeszę fanów, którzy są zainteresowani tym, co robię, że nie muszę rozpatrywać tego rodzaju kompromisów. A może moi fani są mi wierni właśnie dlatego, że mogą zaufać szczerości artystycznych wyborów. Nie wiem.

# świadomie nie podajesz nazwy miejscowości, w której mieszkasz? Pragniesz zachować spokój?

Renata Przemyk: Trochę tak! Pewnie nie byłoby to bardzo trudne, gdyby ktoś się uparł i chciał za wszelką cenę mnie odnaleźć. Zdarzały się już takie przypadki. Ja jednak - jak każdy chyba - lubię święty spokój. Nigdy jednak nie ukrywam, że mieszkam w okolicach Krakowa, a nie Warszawy (śmiech).

# Co zmieniło się od czasów, gdy "robiłaś Rewizję na Podbeskidziu"?

Renata Przemyk: Bardzo wiele. Całe pokolenie wyrosło od czasów, gdy próbowałam sił w Rewizji. Miałam wtedy 16-17 lat. Byłam wtedy zupełnie zieloną, młodą dziewczynką. Teraz uważam się za dorosłą kobietę. Dorosłą, czyli taką, która wie, czego chce. I wie, jakim sposobem to osiągnąć. Jest także odpowiedzialna za to, co robi.

# Spodziewałaś się wtedy, że możesz dojść do tego punktu, w którym jesteś teraz?

Renata Przemyk: Pochodzę z bardzo tradycyjnej rodziny. Na pierwszym miejscu zawsze była tzw. "mała stabilizacja". Spokojne życie, dom, niedzielny obiad. Nigdy nie planowałam tak zwanej kariery. Wydawało mi się wręcz, że jest poza moim zasięgiem. Rodzice zresztą utwierdzali mnie w tym, że zajmowanie się muzyką jest czymś kompletnie niepoważnym. Powinnam mieć jakiś konkretny zawód.

# Lekarz, adwokat...

Renata Przemyk: Choćby, ale wtedy tak wielkich ambicji nie miałam. Byłam na tyle niepewna niepewna własnych możliwości, że zaczęłam od liceum ekonomicznego. Stwierdziłam , że jeżeli nie uda się z muzyką, to będę mogła się jakoś utrzymać. Z przedmiotów zawodowych miałam jednak bardzo słabe oceny, żaden ze mnie ekonomista, nawet PIT-a sama nie wypełnię. Bardzo się więc cieszę, że udało się zdać na studia filologiczne. Tam nastał początek dorosłego życia. Poznałam mnóstwo ludzi, którzy przekonali mnie, że można spełniać swoje marzenia. Nigdy nie miałam wielkich potrzeb materialnych. Wielkie limuzyny, rezydencje, gadżety. Komórkę wymieniłam po czterech latach tylko dlatego, że zbiła mi się szybka (śmiech). Samochód ma 23 lata. To co mam - idealnie zaspakaja moje potrzeby. Nie tylko materialne, ale i duchowe. Właśnie podczas studiów otworzyły mi się oczy na całą sferę głębszych doznań. Mogłabym nazwać to początkiem życia. Końcem dzieciństwa. Nie byłam bowiem zachwycona sobą, jako dzieckiem. Bardzo zawsze chciałam być dorosła. Ze względu na wolność i niezależność.

# Czy jakiś konkretny artysta wywarł na Ciebie trwały wpływ?

Renata Przemyk: Nie. Na początku myślałam "niestety nie", ale później stwierdziłam, że "na szczęście nie". Myślę, że mogłabym znaleźć się pod jego wpływem i stracić po drodze coś z siebie. Lubię jednak czytać biografie artystów. Najbardziej z przełomu wieków. Byli bardzo nastawieni na tworzenie, na rozwój, głębokie myślenie. To piękne, że te wszystkie przejawy twórczości się nawzajem zazębiały. Bo i Paryż z impresjonistami, Picassem, Lautreckiem, salon Gertrudy Stein, i Londyn Z Bloomsbury - Stracheyem i V. Woolf. Trochę żałuję, że nie mogłam żyć w tych czasach. Choć myślę sobie, że nie mając porażającej siły przebicia - nie miałabym odwagi zbliżyć się do tych kręgów (śmiech). Sztuka interesuje mnie, dlatego, że jest miękką otoczką, w której mogę się usadowić...

# Wyobrażałaś sobie kiedyś swoją biografię?

Renata Przemyk: Nigdy nie chciałam, żeby powstała. Najciekawsze w moim życiu jest to, co związane z muzyką. Nie uważam się za osobę tak interesującą, żeby moje życie mogło być kiedyś przedmiotem głębokich doznań dla czytelnika. Sensacje zostawiam pismom brukowym, na ziarnku prawdy budują fałszywe historie.

# Chyba nie uważasz się za nudną osobę?

Renata Przemyk: Uważam się za osobę zupełnie zwyczajną. Wszystko co mam do powiedzenia zawieram w swojej muzyce, rozmowach z najbliższymi mentalnie i duchowo. Poza tym jestem introwertykiem. Wcale nie chcę, żeby ludzie wiedzieli wszystko o moim życiu. Zależy mi na wolności, intymności i prywatności.

# Czy bolą Ci te rzeczy, które można znaleźć w pismach brukowych? O preferencjach seksualnych, małżeństwie z Rokitą?

Renata Przemyk: To są tak daleko pojechane bzdury, że mam je w nosie. Czasem tylko muszę tłumaczyć się rodzinie. Prowadzę taki tryb życia, że nie jest łatwo mnie złowić. Jeżeli już by się udało, to co by zobaczyli? Nie umalowaną Przemyk grzebiącą w ziemi czy przycinającą drzewka? A co to za sensacja? Jeżeli kogoś to kręci... Prowadzę bardzo spokojny tryb życia. Nie bywam w światku. Nigdy nie będzie głośno o moich romansach, głównie dlatego, że ich nie ma. Jest tyle osób, które same pchają się na afisz, są jakby stworzone do bywania a nie bycia... Nigdy nie byłam osobą nachalną medialnie (śmiech).

# "Wprost" zaliczył Cię do 1 z 5 najlepszych Polskich piosenkarek. "Polityka" do 1 z 100 najwybitniejszych artystów stulecia. Ja się do tego dochodzi?

Renata Przemyk: Nie wiem. Jeżeli jestem obecna w takich rankingach, które zazwyczaj są wynikiem plebiscytów organizowanych wśród czytelników, to jedynie dowód na to, ze o mnie pamiętają. Doceniają moją muzykę. To mi naprawdę bardzo pochlebia.

# Myślę, że chodziło im o wyrazistość, barwność, konsekwencja od początku do końca.

Renata Przemyk: Nie wiem. Myślę, że prędzej oceniliby to moi słuchacze. Najtrudniej jest oceniać siebie. Nie potrafię więc tego wyjaśnić.

# Sztuka wyraża się w dawaniu. Czy odczuwasz czasem deficyt w otrzymywaniu? Czy zapewniają Ci to Twoi fani?

Renata Przemyk: Ja cały czas koncertuje, właśnie jestem między ostatnim a kolejnym. W październiku wyruszam na trasę z własnym sprzętem nagłośnieniowym i oświetleniem, a co najważniejsze ze sprawdzoną w bojach obsługą techniczną i ulubionymi muzykami. W sumie 14 osób pracować będzie na efektem tego przedsięwzięcia. Zagramy w Łodzi, Rzeszowie, Chorzowie, Poznaniu, Gdyni i w Warszawie. Po każdym koncercie wracam z olbrzymim zapasem energii, wewnętrzną potrzebą stworzenia czegoś nowego. Uczucia moich fanów nie stygną na szczęście (śmiech). To bardzo cieszy. Choć nie jest niezbędne przez cały czas. Mówiłam już, że jestem samotnikiem. Nie lubię być w rozjazdach na okrągło. Myślę, że nawet ktoś bardziej towarzyski czasem potrzebuje spokoju, odpoczynku, refleksji i wytchnienia.

# W tym co mi mówisz czuć dużo optymizmu...

Renata Przemyk: Ja generalnie nie jestem optymistką. Nazywam siebie samą realistką, czyli pesymistką (śmiech). Najbardziej lubię smutne piosenki. Według mnie to one mają największą szansę przetrwać. Te bardziej wzruszające trafiają do nas i zostają na dłużej, poruszają. Dostałam dużo od życia. Doceniam to, naprawdę. Los wyposażył mnie w możliwości, które pozwalają mi robić to, co czuję. Moja wrażliwość pokrywa się z wrażliwością słuchaczy. Byłoby grzechem tego nie doceniać. Jestem zdrowa, najbliżsi także. Odpukać...

# Jakiej muzyki słuchasz?

Renata Przemyk: Ostatnio kupiłam kilka nowych płyt. Trochę z polecenia znajomych. Kupiłam nową płytę Tricky'ego, Blur, Masive Attack. Zastanawiałam się nad fenomenem Radiohead. Według mnie jest w nich przerost formy nad treścią. Jednak gdy się słucha ich muzyki to ma się wrażenie, że jest napisana specjalnie dla Ciebie. I to jest ciekawe, ważne...

# Boże, jak oni mnie znają, prawda?

Renata Przemyk: Tak. Nie są na pewno wybitni artystycznie. Cała tajemnica tkwi w tym, że jest mówią do Ciebie i wydaje się, że tylko do Ciebie. Nie jest to jednak muzyka, której bym mogła słuchać non stop. Zresztą nie ma takiej szczerze mówiąc... Kiedyś przywiązałam się do Portishead, Bjork, wspomnianej już P.J.Harvey, nadal śledzę ich poczynania.

# Chodzisz na koncerty? Widziałaś np. Bjork?

Renata Przemyk: Chodzę jeśli tylko to możliwe. Niestety nie zobaczyłam Bjork. Bardzo cierpiałam z tego powodu. Za daleko, miałam własny koncert na drugim końcu Polski...

# Dziękuję za rozmowę.

Wywiad przeprowadzony przez Michała Brauma dla muzyczna.pl.

Wszelkie prawa autorskie związane ze stroną oraz materiałami zamieszczonymi na niej, są wyłączną własnością Renaty Przemyk. Kopiowanie całości lub części znajdujących się na niej materiałów, bez zgody właściciela jest surowo zabronione. (C) & TM Renata Przemyk. All rights reserved.
Webmaster: AlienArt Projekt i realizacja witryny: AlienArt Hosting: desk.pl