 |
|
|
|
|
 |
 |
| |

Jeśli na tej stronie jest błąd - zgłoś go! |
|
|
| |
|
Kocham ją jak wariat
Zwykle tajemnicza, powściągliwa i małomówna, pozwoliła ukruszyć mur, którym otacza swoją prywatność. Wokalistka Renata Przemyk
nie pójdzie na całość. Nie pokaże Klary, ale nam mówi: "Mam córkę, moje życie opanowała mała Gwiazda".
Pozostała wierna muzyce, ale nie miastu. Od kilku lat mieszka na wsi pod Wieliczką. Jedno po drugim spełnia swoje życiowe marzenia.
O trasie koncertowej z prawdziwego zdarzenia, o ilustrowaniu książek. I to najważniejsze, by jeszcze raz zasmakować dzieciństwa.
Od dwóch lat w jej życie wpisane jest jeszcze jedno życie, córeczki Klary. Renata rzadko udziela wywiadów. Niechętnie dzieli się
prywatnością. - Płyta to najlepsze, co mogę z siebie dać - mówi. Zamknięta w sobie, tylko na koncertach pozwala ponieść się emocjom.
Daje z siebie wszystko, nawet za cenę zdartego gardła jak podczas ostatniej trasy. Siedzi na wsi zabitej dechami. Kiedy pada śnieg,
sama bierze za łopatę. Ale choć mieszka na uboczu, żyje pełnią życia. Spełniona jako artystka i kobieta.
# Zaszyłaś się na wsi pod Wieliczką, nie boisz się samotności?
Renata Przemyk: Jestem dzieckiem wychowanym w mieście, w małym, ciasnym mieszkaniu. Przeprowadzka na wieś, gdzie jest przestrzeń,
gdzie mam własny pokój i dosłownie, i w przenośni, to był szok, ale potraktowałam to jak podarunek od losu. Kiedy mieszkałam
w Krakowie w wielkim bloku, otoczona setkami ludzi, splądrowano moje mieszkanie i nikt z sąsiadów nawet nie wychylił nosa, żeby
sprawdzić, co się dzieje. To mnie przekonało, że w tłumie można być zdanym tylko na siebie. I to mnie uodporniło.
# Jesteś swoja na tej wsi czy mieszkańcy wciąż traktują cię jak obcą?
Renata Przemyk: Miejscowi mówią, że są pnioki, krzoki i ptoki. Pnioki to ci, co byli zawsze, krzoki mieszkają od paru lat, ale
zostali już zaakceptowani, a ptoki, jak te ptaki przelotne. Już chyba jestem krzok (śmieje się).
# Chcesz tam wrosnąć, stać się pniokiem?
Renata Przemyk: To mogłoby się udać, ale w następnym pokoleniu.
# Powiedziałaś kiedyś, że marzysz o tym następnym pokoleniu i o dziecku. Chciałabyś jeszcze raz przeżyć swoje dzieciństwo.
Renata Przemyk: Chyba mi się to udaje. Moja latorośl ma już dwa i pół roku. Do tej pory nie mówiłam o niej zbyt wiele, bo chcę,
żeby miała spokojne dzieciństwo. Nie będę pokazywać się z córeczką na okładkach pism. Chyba że ona sama o to poprosi, ale to raczej
zbyt prędko nie nastąpi. I powiem dobitnie: to jest moja nieprzekraczalna granica prywatności, mój wybór, by chronić najbliższą mi
osobę.
# Mówisz ostro, ale uczciwie, trudno jednak pominąć tak wielką zmianę w twoim życiu.
Renata Przemyk: To prawda, nie zaprzeczam, że taka zmiana w moim życiu zaszła. Pytaj, dojdziemy pewnie do mojej granicy.
# Jesteś odpowiedzialna nie tylko za siebie, rozumiem twoje obawy. Powiesz mi, jak dorasta się do macierzyństwa?
Renata Przemyk: Wszystko zaczęło się, gdy poznałam Kasię Nosowską. Jej synek Mikołaj ma już osiem lat, ale kilka lat temu był
uroczym przedszkolakiem i pomyślałam, że skoro z nim mogę się dogadać, to może jednak nadaję się na mamę.
# Wcześniej sądziłaś, że się nie nadajesz?
Renata Przemyk: Trochę tak. Myślałam, że skoro nie dogaduję się z większością ludzi, może nie dogadam się i z własnym dzieckiem.
I rzeczywiście to wcale nie jest proste. Wychowywanie dziecka to lekcja cierpliwości. Dostaję od Klary prawdziwą szkołę. Muszę tak
zadawać jej pytania, żeby nie mogła odpowiedzieć "nie". Daję więc jej wybór i pytam: "Chcesz parówki czy jajko?". Jest dziesiąta
wieczór, a ona wcale nie chce spać. Mówi do mnie: "Idź sobie", a kiedy posłusznie odchodzę, płacze. Sama nie wie jeszcze, co zrobić
ze swoimi emocjami. Szczerze mówiąc, ja też czasem nie wiem, co zrobić ze swoimi. Ciągle się uczę.
# Jesteś teraz szczęśliwa?
Renata Przemyk: Tak, dopiero teraz czuję się spełniona i mam nadzieję, że to uczucie wiecznie będzie mi towarzyszyć. Nazwijmy je
szczęściem codziennym. Za chwilę zaczną się święta, przyjadą wszyscy dziadkowie, cała moja rodzina zbierze się przy wspólnym,
olbrzymim stole, wszyscy podzielimy się opłatkiem, obdarujemy się prezentami. I to będzie moment szczęścia absolutnego.
# Córeczka wprowadziła porządek w twoje życie?
Renata Przemyk: Wręcz przeciwnie, uroczy bałagan. Kładzie swoje rzeczy wszędzie, najczęściej na moje. Jestem dziwną osobą, bardzo
lubię sama spać i być sama, aż tu nagle taka rewolucja. Klara kopie w szczebelki łóżka, śpi niespokojnie, budzi się w środku nocy
i oznajmia: "Obraziłam się!". Bo coś tam jej się przyśniło. A chwilę później wydaje przez sen polecenia: "Głaskać! Przykryć!".
Jest teraz w domu malutka Gwiazda i reszta.
# Przedszkole to będzie trudne rozstanie.
Renata Przemyk: Chyba nie. Nie należę do osób, które zaleją dziecko nadopiekuńczością. Może dlatego, że sama potrzebuję wolności jak
powietrza, Klara od samego początku dostaje wybór na poziomie swoich - rzecz jasna - możliwości: które skarpetki chce założyć, co
chce zjeść na obiad. To jest mocno charakterna osóbka.
# O czym marzyłaś, kiedy byłaś małą dziewczynką?
Renata Przemyk: Nie pamiętam, żebym marzyła o przedmiotach. Zawsze bardzo chciałam podróżować. Marzyłam o balecie. Znalazłam ogłoszenie,
ubłagałam mamę, żeby zapłaciła, i sama chodziłam na zajęcia. Nie miałam wtedy więcej niż 10 lat. Byłam zmuszona do samodzielności,
a to nie było miłe uczucie. Wytrącało mi grunt spod nóg. Miałam świadomość, że w życiu dostanę tylko to, na co sama zapracuję. Takie
były warunki, ciężkie czasy, trójka dzieci w domu. Miałam dużą, może aż za dużą wolność. Najpiękniejszy okres w moim dzieciństwie to
przedszkole. A w nim ukochana pani Halinka, która mnie forowała, choć i ona traciła cierpliwość, bo wtedy wpychałam się wszędzie na
pierwszy plan. Później to się zmieniło. Przyszła szkoła i świadomość, że może nie jestem dla innych ciekawa. Nie wiedziałam, co
powinnam zrobić, by nie czuć się samotna. Chciałam być podobna do rówieśników, a nie byłam.
# Dlaczego?
Renata Przemyk: Wciąż starałam się wszystkim udowodnić, że jestem fajna. Myślałam, że jak się nie jest najlepszym, to nie ma sensu
wcale się za coś zabierać. O tyle w życiu zmądrzałam, że staram się wybierać dziedziny, w których mam jakieś szanse (śmieje się).
Kiedy miałam 17 lat, ćwiczyłam karate. Jestem wątłej konstrukcji, za to rzeczywiście piekielnie ambitna, miałam kłopoty ze stawami
skokowymi, ale przecież musiałam być najlepsza, nie miałam innego wyjścia i przesadziłam. Dziś nie mogę chodzić w szpilkach. Jako
dziewczynka nigdy nie miałam przyjaciółki. Koleżanki się zmieniały. Zaprzyjaźniłam się dopiero w liceum, ale zaraz po skończeniu
szkoły nasze drogi się rozeszły. Wszystkie poważniejsze głębsze uczucia, przyjaźń i miłość, poznałam późno. Ale tak jak z późnym
macierzyństwem, bardziej cenię i ostrzej widzę to, co dostałam.
# Czujesz, że teraz coś się w tobie zmienia?
Renata Przemyk: W mojej rodzinie nie okazywaliśmy sobie nawzajem zbyt dużo czułości. Zwyczajnie nie zostałam jej nauczona. Nawet
jeśli kogoś lubię i przytulę się do niego na powitanie czy pożegnanie, to przy mojej introwertycznej duszy za nic w świecie nie
powtórzę tego przed kamerami. Jestem skrępowana podczas sesji, kiedy mam przebierać się przy wszystkich. Widzę, że dla innych to
zupełnie naturalne. Dla mnie, żebym nie wiem jak wspaniale wyglądała, to naturalne nie jest. Moja mama była osobą bardzo wstydliwą
i ja taka zostanę. Czuję, że nie trzeba wciąż powtarzać, - że się kocha, wisieć na kimś, by pokazać, jak ważna jest relacja. Jestem
dzikusem. Kiedy na przykład zachoruję, chcę być zostawiona sama sobie, w kącie. Nie potrzebuję trzymania za rękę i ciepłej herbatki.
Wzruszają mnie ludzie, kiedy przychodzą po koncercie i mówią, jaki moja muzyka ma wpływ na ich życie, że zmieniła je diametralnie
albo odwiodła ich znad przepaści. To mnie buduje. Jednak z natury jestem samotnikiem, nie zapraszam fanów do domu. Dziecko stwarza
nowy świat i zmusza do przewartościowania go. Rozejrzałam się wokół. Widzę, jak różne potrzeby mają ludzie. Staram się być uważna
i nikogo nie ranić. Nie iść w życiu po trupach ludzi i ich emocji.
# Okrzyknięto cię feministką, jesteś nią?
Renata Przemyk: Czytałam parę wywiadów i uderzyło mnie, że kobiety pytane o feminizm zaklinają się często, mówiąc: "Nie jestem
feministką, lubię mężczyzn". Ale w bycie feministką nie jest wpisany brak ciepłych uczuć wobec płci przeciwnej, to bzdura. Teraz
dopiero domyślam się, że kiedy mówiłam o sobie, że jestem feministką, musiałam być w pewnych kręgach postrzegana jak babochłop, który
nienawidzi facetów, chce ich bić po głowie i najchętniej pozbawia męskości tępym narzędziem. To nieprawda. Nie jestem drapieżnikiem.
Chciałabym tylko, żeby każdy miał szansę robić to, co lubi. Ja ją mam, ale dobrze by było, gdyby i inni mogli mieć wolność wyboru,
bez względu na płeć. Ktoś marzy o tym, żeby być fizykiem jądrowym, ktoś inny chce zostać policjantką, kominiarzem, gospodynią domową
albo striptizerką.
# A gdyby twoja córka oznajmiła ci pewnego dnia: "Mamo, zostanę striptizerką".
Renata Przemyk: Nie będę wtrącać się do życia innych ludzi, ale córce od samego początku mogę pokazywać to, co wydaje mi się piękne.
Dużo Klarze czytam, opowiadam, jeszcze rok i pewnie mnie przegada. Wyraźnie się na to zanosi. Można otworzyć dziecku oczy na świat
i mam nadzieję, że Klara nie będzie skupiała się wyłącznie na rzeczach związanych z powierzchownością. Chciałabym nauczyć ją, jak
być dobrym człowiekiem, ale będzie miała wolność i zawód wybierze sobie sama.
# Udało nam się nie przekroczyć granicy twojej prywatności?
Renata Przemyk: Doszłyśmy do niej. Bez ograniczeń dzielić się mogę wyłącznie moją muzyką, tylko nią. I niech już tak zostanie.
Wywiad przeprowadzony przez Monikę Berkowską dla "Gali".
|
|
|
Wszelkie prawa autorskie związane ze stroną oraz materiałami zamieszczonymi na niej, są
wyłączną własnością Renaty Przemyk. Kopiowanie całości lub części znajdujących się na niej
materiałów, bez zgody właściciela jest surowo zabronione. (C) & TM Renata Przemyk.
All rights reserved.
|
|
|
|
|